sobota, 31 października 2015

Rozdział 10 "...padł na ziemię i zasnął."

Chwilę przed pojawieniem się Strażników i przyjaciół w porcie:

Jack nie wiedział gdzie jest, gdzie jedzie, jest dzień czy noc… Wiedział, a raczej czuł, że gdzieś jedzie i słyszał rozmowy jakiś ludzi. Dzięki tym wspomnieniom nie bał się tak bardzo tych ludzi ale zawsze obawy są. Nagle poczuł gwałtowne uderzenie, a potem jak wjeżdża pod górkę. Zajęczał żałośnie ale pożałował tego bo dostał w odpowiedzi mocne uderzenie pięścią w szkło i soczyste przekleństwo jakiegoś mężczyzny. Jack oszronił akwarium i już przynajmniej nie słyszał tak bardzo tych rozmów. Postanowił się zdrzemnąć na chwilę więc zwinął się w mały kłębek i zamknął oczy. Chwilę się zdrzemnął gdy obudził go głośny odgłos tego samego dźwiga który go tu dał. Wystraszony zaczął niespokojnie pływać w kółko akwarium i zamrażać je jeszcze bardziej. Dźwig zaczął go unosić nad statkiem potem nad wodą a na koniec postawił go na stałym lądzie. Mężczyźni szybko odpięli liny zabezpieczające i zaczęli pchać akwarium w stronę auta pancernego. Jack zobaczył spod falującej plandeki że, jest na stałym lądzie „To może być jedyna szansa…” – pomyślał w głowie i szybko zaczął zamrażać szkło, lód i szron zaczęły niszczyć przeszkodę i dało się słyszeć ciche pęknięcia. Ucieszony zaczął napierać na nią swoim ciałem zamrażając jeszcze bardziej. Nagle dało się słyszeć głośny trzask, rozsypujące się szkło, szum wody i krzyki mężczyzn. Jack szybko wypłynął z wodą i upadł wprost na szkło, które przecięły mu skórę i zaczęła lecieć mu krew z rąk, ogona, brzucha i trochę z głowy. Szybko się pozbierał i zaczął warczeć na wszystkich, a tych którzy bezmyślnie podchodzili ranił mocno pazurami, a z ich ran mocno ciekła krew na co tryton uśmiechał się mrocznie. Pomału zaczął pełzać w stronę wody, mężczyźni szybko zareagowali, zaczęli łapać za liny i siatki rybackie gdy mężczyźni rzucali w Jacka linami on szybko strzelał w nie lodem i uciekał. Gdy był zaledwie metr od wody Pan Muller wziął strzelbę załadował dwie strzałki usypiające, wycelował i strzelił. Jack w pierwszej chwili poczuł ukłucie złapał się za te miejsca wyciągnął strzałkę puścił ją, zaczął jęczeć i pełznąć w stronę ludzi, a gdy chciał ich złapać oni szybko odskakiwali, a jego ręka opadała na ziemię tryton zaczął pełzać coraz bardziej ospale aż w końcu padł na ziemię i zasnął. Mężczyźni szybko go unieruchomili i dali do jakiegoś zastępczego akwarium przenieśli go auta pancernego zabezpieczyli grubymi pasami zamknęli drzwi i pomału zaczęli opuszczać port i kierować się w stronę ogromnego szklanego budynku z mnóstwem ochrony, kamerami i wysokim murem. Jednym słowem wyglądał jak nowoczesna forteca. Jack w akwarium nadal sobie słodko spał obwiązany grubymi sznurami uniemożliwiającymi mu ruchy. Auto wjechało do podziemnego garażu, mężczyźni wyciągnęli akwarium i zaczęli je kierować w stronę jakiegoś białego dużego pomieszczenia.
*********************
Siemaneczko syrenki!!
Wiem strasznie krótki i głupi ale za to dowiedzieliście się co się stało z Jackiem xD
Tja... Ollka zua i niedobra nie pozwoliła Jackowi uciec xD
Dobra może coś innego... Dziś jest... Hallowen!!! To co że go nie obchodzę, a małe żydy przychodzą by żebrać cukierki napisze coś xD (Logika Ollki...)
Może zdjęcia? Tak będzie zaczepiście xD

Jack O'Latern czy jak się to pisze xD
<3 
Jelsa!
Jack jako aniołek... Dziwne połączenie ale kto co lubi xD 
Its Magic XD

Trzymajcie się mokro i nie wyschnąć mi tu!!
Pozdrawia Ollka!


wtorek, 13 października 2015

Rozdział 9. "O-on tu był..."

W czasie gdy Strażnicy nie wiedzieli gdzie może znajdować się Jack postanowili poszukać tej tajemniczej Elsy. Postanowili wrócić tam gdzie Zebuszka przedtem ją widziała. Gdy tak lecieli do tego miejsca Mrokowi coś się wspomniało. „Przecież moje koszmary…” – pomyślał i spojrzał na swoje dłonie.
         - North! Teraz mi się wspomniało! Moje koszmary mogą znaleźć Jacka albo coś! – krzyknął Mrok na co North jak i reszta lekko podskoczyli zaskoczeni.
         - Nie… Błagam koleś nie mogłeś tego wcześniej powiedzieć?! – jęknął Zając.
         - No dobra to rób co masz robić i niech one szukają Jacka! – zarządził Święty nie zwracając uwagi na Zająca.
         Mrok stworzył dwa małe koniki z czarnego piasku, które nie wyglądały jak te pierwsze krwiożercze bestie tylko teraz wyglądały na małe koniki z małymi różkami i złotymi oczami wypełnionymi odwagą i determinacją. Czarny Pan powiedział co mają robić i już po chwili dało się słyszeć od nich rżenie, a sekundę potem gnały w dwie różne strony. Ucieszony Mrok rozsiadł się wygodnie i czekał. North za to już był pawie na miejscu gdzie Zębuszka powiedziała, że tam powinna być Elsa. Święty zleciał nieco niżej i krążył nad polaną gdzie powinna znajdować się dziewczyna. Gdy przelatywał nad plażą zobaczył małe molo, które w niektórych miejscach było brudne od krwi, podrapane jakimiś pazurami, a gdzie nie gdzie walały się szczątki lin. Zając zmarszczył lekko nos i zaczął wąchać. Gwałtownie wstał i kazał Northowi szybko zlecieć na ziemię. Starzec szybko zleciał, a Zając szybko pokicał w stronę mola. Powąchał jeszcze chwilę, a potem się lekko przeraził.
         - O-on tu był… I nie tylko on… Czuję mnóstwo osób, dym jakiś maszyn i… - zastrzygł uszami. – I… nadal słychać od nich krzyki… - kucnął, przejechał palcem po jednej plamie zaschłej krwi i powąchał. – Krew Jacka… Nieźle musiał oberwać… - podszedł znów do reszty. Mrok patrzył na niego z lekkim podziwem. – No co? Jestem Zającem mam wyczulony węch i słuch, a jako człowiek byłem bardzo dobrym tropicielem jak nie najlepszym. Ech… Jesteś z nami od pół wieku i nie wiesz tego? – spytał ironicznie Szarak.
         - No wiesz… Ja nigdy nie widziałem ciebie gdy tropisz… - warknął do niego Mrok i już mieli zacząć się kłócić gdy przerwała im Zębuszka.
         - Przestańcie! Tak nic nie zrobimy…  Trzeba go w końcu odnaleźć i zmienić! Czekajcie co to…? – spytała patrząc na jakiś punkt przed sobą reszta też tak zrobiła i ujrzała jakiś dziwny zakrzywiony patyk. Piasek nad swoją głową pokazał taki sam kij tylko, że złoty i piaskową postać Jacka. Wróżka szybko po nią poleciała, wyłowiła i wróciła do przyjaciół. Laska była lekko uszkodzona ale nie aż tak by Jack ucierpiał.
         - Jejku… Jak ja jej dawno nie widziała… Nic się nie zmieniła… - westchnęła Wróżka i delikatnie przejechała dłonią po drewnie.
         - Dobrze Wróziu… Ale to nie czas na takie rzeczy musimy jeszcze Jacka ocalić! – krzyknął North, a w tedy do Mroka przyleciały dwa koniki. Zaczęły rżeć szybko, a Czarny Pan uśmiechał się coraz szerzej, a potem jego uśmiech zniknął. Kiedy konie przestały rżeć Mrok spojrzał na swoich towarzyszy. – I? Gdzie są?
         - Dobra wiadomość jest taka, że znalazły tą Elsę, a zła jest taka, że… nie znalazły Jacka… Nie wiem jakim cudem ale im się nie udało… - westchnął i spojrzał na swoje twory, które nieco się zasmuciły. – Spokojnie… To nie wasza wina… - pogłaskał je, a potem zwrócił się do towarzyszy. – No to? Szukamy tej Elsy?
         - No tak! Niech prowadzą! – zarządził North, a koniki już szykowały się do drogi. Przyjaciele szybko wsiedli do sań Mikołaj krzyknął „Wio!” – a renifery i koniki popędziły przed siebie. Gdy wzbili się w powietrze zaczęli się kierować na północ, lecieli nad lasami, polami, łąkami, miastami, wsiami, autostradami gdy nagle konie zaczęły biec w dół. Strażnicy szybko za nimi pognali, a kilka metrów przed nimi zobaczyli zielonego wana, a w nim siedzieli szóstka młodych ludzi gdy byli bliżej usłyszeli kawałek ich rozmowy, a raczej kłótni.
         - Jak mogłeś zapomnieć zatankować! Przecież wiedziałeś, że jedziemy po Jacka! A przez ciebie jesteśmy na jakimś zadupiu!  – krzyczy jakaś dziewczyna.
         - Nie krzycz na mnie! Co poradzę, że ten złom tyle żre! I to nie tylko brak benzyny ale silnik się przegrzał przez ten upał! – krzyczy jakiś chłopak.
         - Możecie się ogarnąć! Elsa weź zrób coś z tym silnikiem, a potem coś wymyślimy… - powiedziała inna dziewczyna, a potem z auta wyszła blond włosa dziewczyna Zębuszka przyjrzała jej się bliżej, a potem uśmiechnęła się szeroko.
         -To ona! – pisnęła, a blondynka podskoczyła wystraszona.
         - Ej! To nie jest śmieszne! Nie straszcie mnie! – krzyknęła. Wszyscy zaczęli się tłumaczyć, że to nie oni, a kiedy Elsa odwróciła się w stronę sań zamarła w bezruchu. – Błagam powiedzcie mi, że to fata morgana albo na niebie naprawdę są sanie z reniferami… - powiedziała ostrożnie przyglądając się saniom. Reszta zdziwiona wyszła z auta, a gdy spojrzeli tam gdzie patrzyła El też zamarli w bez ruchu. Po chwili pierwsza ocknęła się Ania.
         - Czy… to są sanie Świętego Mikołaja? – spytała z pojawiającym się uśmiechem ruda. W tedy North nie mógł się powstrzymać i wychylił się z sań i pomachał im krzycząc głośno „Ho! Ho! Ho!” – Anka nie wytrzymała i zaczęła piszczeć z zachwytu, że w końcu spotka swojego ulubieńca z dzieciństwa jak i teraz. North wylądował na ziemi, a gdy tylko wyszedł na szyję żuczała mu się Anka. – Matko to Święty Mikołaj! Prawdziwy Święty Mikołaj! Jak ja się cieszę!!
         - Ho Ho! Ale spokojnie… Nie jesteś już zbyt duża na wierzenie w Świętego Mikołaja? – spytał rozbawiony brodacz odklejając ją delikatnie od siebie. Ruda szybko zaprzeczyła nadal się uśmiechając ale gdy ujrzała resztę omal nie zemdlała.
         Przyjaciele patrzyli na Ankę jak na wariatkę, a na strażników z nie dowierzaniem. Przecież oni to tylko historyjki! Anka zaczęła ściskać każdego z osobna, a gdy podeszła do Mroka podniosła wyżej głowę i się nieco zlękła. Tą samą twarz widziała zawsze w swoich koszmarach ale gdy ujrzała, że Strażnicy uśmiechają się do niej szybko przytuliła Czarnego Pana i nie czuła od niego strachu tylko odwagę. Zając zniecierpliwiony pokicał do reszty i przyjrzał się każdemu z osobna.
         - Która z was to Elsa? – spytał.
         - T-To ja… - wychyliła się niepewnie El.
         - Świetnie! Idziesz z nami kogoś ratować… - Zając złapał ją za ramię i ciągnął w stronę sań ale blondynka szybko mu się wyrwała.
         - Nie! My kogoś szukamy i to bardzo ważnego dal nas… Szukamy przyjaciela którego porwał mój ojciec! Nie mogę z wami nigdzie lecieć! A na pewno nigdzie się nie ruszę bez przyjaciół! – zaczęła protestować i znów stanęła koło przyjaciół.
         - Kogo szukacie? Jeśli można spytać? – spytał grzecznie North. El patrzyła chwilę na przyjaciół, a potem na strażników.
         - Szukamy Jacka Mroza… Jest naszym przyjacielem i nie do końca człowiekiem… Jest trytonem… - spuściła wzrok, a gdy usłyszała radosny śmiech Mikołaja nieco się speszyła.
         - To się bardzo dobrze składa Elso… My też go szukamy i jak chcecie to możemy was podwieźć jeśli pokażecie gdzie może być. – zagadał North. Przyjaciele od razu się zgodzili i zaczęli wchodzić do sań zabierając z auta swoje bagaże podręczne. Gdy wszyscy siedzieli na miejscach Mikołaj trzasnął lejcami i renifery ruszyły i zaczęły powoli się unosić. Wniebowzięta Anka siedziała koło Mikołaja i śmiała się radośnie gdy zimne powietrze uderzało ją w twarz. Po kilku godzinach lotu w końcu byli nad celem ale nigdzie nie widzieli ani statku, ani Jacka tylko wielką kałużę na środku portu, kawałki szkła, krew i szron… Wszyscy spojrzeli po sobie przerażeni…
         - Jacka trzeba znaleźć… i to szybko… - powiedział poważnie North.
*********************
Siemaneczko Syrenki!
Tak po krótkiej przerwie mam dla was tak krótki tak beznadziejny i tak nudny rozdział że mnie chyba zjecie xD

No ciekawe co się stało w porcie? Jakieś domysły? Czekam na wasze ciekawe pomysły xD
No cóż... Mam nadzieję, że się podobało ;)
Trzymajcie się mokro i nie wyschnąć mi tu!
Pozdrawia Ollka!!

Postanowiłam, że będę dodawać jakieś dziwne gify xd Co wy na to? ^^

sobota, 10 października 2015

Hell Yeah!

Siemaneczko Syrenki!
Tak założyłam nowego bloga http://kolysanka-jelsa.blogspot.com/
Tja... Oli nie chce się pisać rozdziału to założyła sobie bloga xD
Zapraszam na niego kto lubi psychiczne rzeczy i dziwne rzeczy XD 
No to czekajcie na Prologa ;)
Pozdrawia Ollka!!

środa, 7 października 2015

Coś nowego xd

Siemaneczko Syrenki! Po raz drugi xD
Tak zrobiłam coś co sie wam spodoba xD
Tak zrobiłam coś, że anonimy mogą pisać komentarze! Tak! Myślę, że to dobrze :)
Więc jakby co to proszę byście się podpisywali tak:
- (wasz nick) 
Po prostu będzie mi łatwiej wiedzieć ile was jest ;)
Taka krótka notka ode mnie xd Chyba najkrótsza na tym blogu O.o
No nie ważne xD
Zapraszam was na LA na dole ;)
Trzymajcie się mokro i nie wyschnąć mi tu!!
Pozdrawia Ollka!!!
P.S. Tak Agadoo ciebie pozdrawiam najserdeczniej :***

LA! Dwunaste! Trzynaste! O.o

Siemaneczko Syrenki!!!
Tak oto przed wami kolejne dwie nominacje do LA!!
O Geez ile ich jest xD
Dziękuję z całego mojego serduszka:
1. Snow Moon z bloga Pamiętnik Jacka Frosta
2. I Suzanne Marie L. z bloga Once Upon A Time - Jelsa
To co? Zaczynamy!

Snow Moon:
1. Ile czytasz blogów?
O Geez... Dużo i to bardzo xd

2.  Masz rodzeństwo? Brat czy siostra? Starsze czy młodsze? [Julia szuka chłopaka XD~Jack]
Mam dwóch starszych braci i zasmucę cię Jula... oboje są żonaci xD

3. Kiedy zaczęła się twoja "przygoda" z blogami?
Eee... Z pół roku temu? Nwm xD

4. Jaki masz telefon? (Samsung, Nokia, LG)?
Demet! Nigdy nie wiem! Bo nie umiem sprawdzać xd Powiedzmy, że to brzydkie coś to Hell'o Kitty xD 

5. Masz snapa?
Weź z tym idź! 

6. Jaką masz klawiaturę w tel?
Dotykową

7. Co byś robiła, gdybys nie dostała nominacji?
Zapewne bym siedziała na jakiś stronkach albo próbowała coś napisać xD

8 Co byś robiła,, gdybyś nie założyła bloga?
Pisała bym opka dla siebie xd

9. Znasz TĄ stronę? Korzystasz z niej?
Kiedyś teraz nie.

10. Znasz kogoś kto jest twoim "kolegą/koleżanką" a cię mega wkurza?
Ależ oczywiście ja mam takich samych xD A zwłaszcza gdy powiem "O ja wale w dupe!" xD

 11. Masz takie coś, że jak masz włączony komputer i nieważne jaką kartę, to musisz mieć fb? Bo ja nie X'D
Eee... I dont understend questions im wery sory xD

Suzanne Marie L.:
1. Za co kochasz Philip'a ? [Yeti]
Nie wiem... może za to, że chciał dowalić Jackowi xD

2. Pokażesz jakiś swój rysunek ?
Kiedyś pokazywałam xD Ale może dam na koniec xd

3. Kiedy kolejny rozdział ?
Nie wiem! Może jak w końcu przestanę (oczywiście że nie chcę :*) pisać z Korrą Lis na Hangoutcie xD 

4. Jaka jest twoja ulubiona piosenka ?
Nie mam xD Ale można wejść na mojego YT i do Fajne filmy i tam mam swoje chore ale ulubione piosenki xD TU

5. Wolisz Da Vinci'ego czy Piccasso ?
Chyba Da Vinci on namalował tą Mona Lisę? Czy kogoś tam xD

6. Gdybyś miała wybrać to ; naleśniki czy gofry ?
Obie? Obie... Obie. Obie są dobre. xD
7. Wybierasz; czekolada czy cebula ?
Czekolada!!!

8. W jakiej części Polski mieszkasz ? [np. Wielkopolska, Mazowsze]
Śląsk!!! <3

9. Jaki jest twój ulubiony kolor ?
Niebieski!

10. Jaka jest twoja ulubiona pora roku ?
Wszystkie! Ale zima tak o 1% wygrywa xd


To tyle... Uff... xd 
To co macie moje bazgroły xD
I... nie miła niespodzianka nie ma baterii w aparacie i nie zrobię zdjęć! Ale w poprzednim LA są więc , a jak będę miała baterie to dodam do jakiegoś rozdziału czy coś xD
Ale mogę wam dać jakieś zdjęcia z Jelsą albo z... ^^... nie nie zrobię wam tego xd Albo? ^^

Zakochałam się w tym zdjęciu *.* 
Ładne zdjęcie... A gdyby tak...
xD

So sweet <3
Uuu... Ktoś tu się zarumienił xd
Nie pytajcie co ja oglądam!!! To jest chore!!! 

Trytonek <3
Muahahaha!!!! Hijack!!! <3

Dobra! Koniec tego dobrego! 
Ja idę dalej męczyć ten rozdział xd 
Trzymajcie się mokro i nie wyschnąć mi tu!!
Pozdrawia Ollka!!!
I prze szczęśliwy Jack Mróz!! (Pozdro dla kumatych xd)
I tak samo szczęśliwa Elsa!!!

sobota, 3 października 2015

Pomidorowa "Od zera do milionera"

W tej Pomidorowej będzie dużo piosenek moich ulubionych więc jakby co to sorki za tak słabą xD
A teraz zapraszam do pałaszownia!
******************************************** 

W pewnym mieście  o nazwie Arendelle na jednej z zamieszkałych dzielnic w jednym z garaży dało się słyszeć głośną muzykę. Byla tam ósemka przyjaciół która grała na różnych instrumentach. Nazywali się „Tangled”. W sumie byli tacy „Zaplątani” bo Rapunzel zakręcona blondynka o zielonych oczach gała na klawiszach i śpiewała, Merida rudowłosa wredna istota o niebieskich oczach grała na gitarze elektrycznej, Anna rudowłosa świrnięta dziewczyna o błękitnych oczach była w chórku i dogrywała na tamburynie, Elsa siostra Anny o platynowych włosach i pięknych turkusowych oczach była też w chórku, Astrid blond włosa ślicznotka o niebieskich oczach tez grała na gitarze ale basowej, Hiccup przystojny szatyn o zielonych oczach był w chórku, Kristoff blondyn o przyjaznych brązowych oczach grał na perkusji, Flynn szatyn o ciepłych brązowych oczach grał na gitarze elektrycznej i też śpiewał. Włąśnie śpiewali jeden ze swoich kawałków:  Don`t Leave 

(Hiccup)
I think it's time that you take off that locket
Cause I can't even look in your eyes
We all agreed that this wouldn't be easy
And now we're going nowhere in time

(Flynn)
Don't make me choose between you and what we're fighting for
We all will lose if we give up and our efforts fall short

(Wszyscy)
And I know it's been
Such a long time
Since we've just been friends
And not soldiers on
The front line of a war
That we were born into
But we've got to do this together
Don't leave me

(Flynn)
Now we know even the greatest of heroes
Have their moments of compromise
But in the end, we choose how we live,
And I need you right here by my side

(Hiccup)
Don't me choose between you and what we're fighting for
We all will lose if we give up and our efforts fall short

(Wszyscy)
And I know it's been
Such a long time
Since we've just been friends
And not soldiers on
The front line of a war
That we were born into
But we've got to do this together
Don't leave me

(Hiccup)
You know you're only one I need
Can't do this without you
Can't you see
You know you're only one
Don't Leave
Don’t Leave…

(Wszyscy)
And I know it's been
Such a long time
Since we've just been friends
And not soldiers on
The front line of a war
That we were born into
But we've got to do this together
And I know it's been
Such a long time
Since we've just been friends
And not soldiers on
The front line of a war
That we were born into
But we've got to do this together
Yeah we have to do this together
Yes we have to do this together...

Gdy Skończyli przybili sobie piątki i zaśmiali się serdecznie. Uwielbiali razem grać, a jeszcze bardziej ze sobą przebywać.
- Super, to co robimy teraz? – zapytała Rapunzel. 
Wszyscy spojrzeli po sobie i zgodnie krzyknęli „Lody!”. Merida, Astrid i Flynn włożyli tylko gitary do pokrowców i wyszli z garażu. Kiedy szli koło różnych domów u jednego z nich dało się słyszeć czyjś głos. Przystanęli zaintrygowani i przysłuchiwali się mu. 

(Tajemniczy głos)
…When can I see you again?
Oh oh oh oh
When can we do this again?
Oh oh oh oh
When can I see you again?
Oh oh oh oh
When can we do this again?
Oh oh oh oh

It’s been fun but now I’ve got to go
Life it way too short to take it slow
But before I go and hit the road, You know!
Tell me when
When can I see you again?
When can I see you again?
Tell me when
When can I see you again?

Gdy skończył przyjaciele popatrzyli na sobie znacząco. Uśmiechnęli się szeroko i Anka zaczęła iść dalej. Paczka spojrzała na nią jak na wariatkę i zrobili wspólnego face palma.
- Nie o to nam chodzi Anka! – krzyknęła nieco zdenerwowana Elsa. 
- No przecież wiem… - powiedziała nieco zawstydzona Anka. 
Chwilę stali w milczeniu gdy nagle z domu tajemniczego głosu dało się słychać krzyki jakiejś kobiety.
- Jack! Przestań śpiewać i wynieś te śmieci o które cię prosiłam chyba dziesięć razy…
- Już się robi… - powiedział jakiś chłopak, a po pięciu minutach wyszedł z domu chłopak o bardzo bladej skórze, białych jak śnieg rozkopanych włosach, błękitnych oczach i sinych ustach. Jednym słowem wyglądał jakby został wypłukany w lodowatej wodzie. Ubrany był z brązowe dresy i granatowy podkoszulek nie miał butów, a na szyi miał zawieszony breloczek w kształcie drewnianej laski. W jednej ręce trzymał czarny worek na śmieci, a drugą zamykał drzwi. Grupka oglądała chłopaka w zaciekawieniu. Nigdy go jeszcze nie widzieli w Arendelle. Kiedy nieznajomy był koło kosza na śmieci zagadał nie patrząc na nich.
- W czymś mogę pomóc, że się tak na mnie gapicie? – spytał, a przyjaciele jakby wzbudzeni z jakiegoś czaru odcięli się.
- Eee… Nie… Po prostu usłyszeliśmy jak chyba ty śpiewasz… Bo my mamy ten… eee… Zespół i wiesz… - zaczęła Rapunzel ale białowłosy jej przerwał.
- Słuchaj blondi. Ja nie śpiewam jasne więc już możecie sobie iść dalej grać. – powiedział trochę niegrzecznie i już chciał iść ale powstrzymała go Elsa.
- Czekaj! Nie tak zaczyna się znajomość wiem i przepraszam cię za moją kuzynkę… Jest trochę… bezpośrednia… - zaśmiała się blondynka posyłając Puzni przepraszające spojrzenie. – Może zaczniemy od początku! Hej! Nazywam się Elsa Ice, ta ruda to moja siostra Anna, blondynka Rapunzel Corona, ruda to Merida Dun Broch, koło niej stoi Hiccup Hadock, Flynn Rider, Astrid Hofferson i Kristoff Troll. A ty? Bo nigdy ciebie tu nie widziała. – zapytała słodko El.
- Nie dacie mi spokoju co nie? – spytał, a reszta wyszczerzyła się do niego. – Ech… Jack Overland-Frost. I tak dla waszej świadomości przeprowadziłem się tu z tydzień temu z Burgess takie małe miasteczko w Ameryce Północnej. – powiedział nie chętnie. Przyjaciele spojrzeli po sobie zdziwieni. Jak to tydzień temu skoro oni przechodzą tędy praktycznie codziennie i go nigdy nie zauważyli.
- Sory, że spytam… Ale skoro ty tu mieszkasz od tygodnia to czemu ciebie nigdy nie widzieliśmy? – spytał Flynn nieco zdziwiony. – Co ty duch, że pojawiasz się i znikasz?
- Nie… Po prostu nie lubię gdy jest ciepło ani w ogóle nie lubię wychodzić. Nie zdziwiła was moja skóra? – spytał na co wszyscy nieco się zdziwili. – No nic… Ja idę bo potwór zaczyna buszować w moim pokoju… - westchnął i spojrzał w stronę okna w którym siedziała dziesięcioletnia dziewczynka o ciepłych brązowych oczach, brązowych prostych włosach i szerokim uśmiechu, która trzymała w rękach szarego, brudnego króliczka i uśmiechała się złośliwie do Jacka. – I teraz młoda przesądziła o swoim marnym losie… Cześć… - rzucił im szybko i poszedł do domu, a potem dało się słyszeć jego krzyki, trzaskanie drzwiami, krzyki dziewczynki i głośny śmiech obydwóch. 
Przyjaciele spojrzeli po sobie i nie wiele myśląc ruszyli w stronę swojej ulubionej lodziarni „Frozen”. Kupili te co zawsze: Elsa miętowe, Anna, Kristoff, Flynn i Astrid czekoladowe, Rapunzel truskawkowe, Hiccup orzechowe, a Merida guma balonowa. Wszyscy siedzieli koło okna i rozmawiali jakby tu przekupić tego Jacka by dołączył do ich zespołu.
- On ma super głos! Musi po prostu musi z nami grać. – piszczała podekscytowana Punzi.
- Nom… Może by go jakoś przekonać? Albo szantażować? –zaczęła Merida.
- Albo po prostu jak się bardziej zaprzyjaźnimy zapytać? – spytał ktoś za nią na co Mer podskoczyła przerażona. Odwróciła się i zobaczyła szczerzącego się do niej Jacka, który trzymał za rękę wyrywającą się dziewczynką przypominającą tom z okna. – Emma ogarnij downa! – warknął do niej.
- To kup mi loda! Chcę gumę balonową! – zaczęła się bardziej wyrywać.
Jack niechętnie poszedł do kasy i zaczął zamawiać dla Emmy lody, a sobie kupił waniliowe. Dziewczynka uśmiechnęła się złośliwie i podeszła do przyjaciół.
- Możemy? Widziałam was przed naszym domem. I nazywam się Emma jestem młodszą siostrą Jacka i wicie co jestem od niego o jakieś sto razy mądrzejsza! Moje IQ wynosiło 111, a Jacka niecałe 90! A jak wy się nazywacie? Bo Jack mi nie chciał powiedzieć! Wredny jesteś! Mphuf… - resztę jej słów zasłoniła ręka Jacka, który posyłał siostrze wściekłe spojrzenie.
- Nie słuchajcie jej ona powinna mieć IQ poniżej zera no ale cóż niektórzy umią to ukrywać. – warknął do niej na co Em przez zasłonięte usta powiedziała „Umieją! Baranie!”. Wszyscy patrzyli na nich zaskoczeni.
- To siadajcie! To co Emma? Jesteś mądrzejsza od swojego brata? – spytał Flynn na co Em pokiwała mocno głową siadając koło niego, a Jack pokrył się czerwienią ze złości. – To co byś zrobiła gdyby ktoś zaprosił cię do zespołu? 
- Hmm… Zapewne zgodziła bym się bez zastanowienia. – uśmiechnęła się do nich i spojrzała na brata który usiadł naprzeciwko niej koło Elsy. – Jak się nazywasz? – spytała blondynki.
- Elsa. – powiedziała uśmiechając się do niej.
- Podoba ci się mój brat? Bo wyglądacie razem słodko! Takie dwa trupy! Bez obrazy Elsa ale Jack naprawdę wygląda jak trup! – powiedziała bez zastanowienia na co wszyscy zaśmiali się, a dwa „trupy” zarumienili się i odwrócili wzrok.
- Już wiecie czemu nie wychodzę, a zwłaszcza z małpoludem… - warknął do siostry.
- Też cię kocham podludku. – uśmiechnęła się złośliwie do brata na co wszyscy zaśmiali się. I tak wyglądała mniej więcej od nich rozmowa. Jack coraz bardziej poznawał swoich nowych znajomych, a oni poznawali coraz bardziej dość specyficzne rodzeństwo. Po dwóch godzinach rozmawiania postanowili w końcu opuścić lokal. Zaczęli odprowadzać rodzeństwo pod ich dom, a potem poszli do siebie. Jack jeszcze chwilę zastanowił się nad propozycją bycia w zespole i w sumie może ten jedyny raz posłucha siostry i zgodzi się? Z tą myślą siadł przed komputerem, włożył słuchawki i zaczął słuchać swoich ulubionych piosenek nawet nie wiedząc, że zaczął śpiewać.

…She wants to touch me (wahoo). 
She wants to love me (wahoo). 
She'll never leave me (wahoo, wahoo hoo hoo). 
Don't trust a ho. 
Never trust a ho. 
Won't trust a ho. 
('Cuz a ho) won't trust me.

- I jak ty się nie zgodzisz z nimi grać to cię zatłukę. – w otwartych drzwi było widać głowę Emmy. Jack zdenerwowany rzucił w nią poduszką ale młoda szybko się skryła. – Nie trafiłeś! – krzyknęła znikając do swojego pokoju.
- Ciesz się, że to poduszka! – odkrzyknął i siedział tak jeszcze chwilę, a potem zaczął pracować nad swoją tajną nową piosenką. – Może im się spodoba? – zapytał sam siebie i zaczął grać na swojej gitarze. 
Następnego dnia przyjaciele znów spotkali się przy garażu Flynn’a i zaczęli się kierować w stronę domu Jacka. Już z daleka dało się słyszeć kłótnię rodzeństwa. „I ja niczego nie usłyszałem…” – pomyślał rozbawiony Flynn. Hiccup niepewnie zapukał ale zaraz otworzyła mu Emma uśmiechnięta od ucha do ucha całą w mące. 
- Siemka! Musicie chwilę poczekać bo sierotka Jackuś rozsypał mąkę… - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko, a w kuchni dało się słyszeć jakby ktoś się wywalił i głośne „Shiet!!”. – No widzicie? Nawet chodzić nie umie. – wszyscy zaśmiali się cicho, a potem koło Em stanął trochę bielszy Jack niosący na plecach pokrowiec z gitarą.
- Nie masz swoich znajomych? Spadaj na górę bałwanie. – spojrzał na nią i strzepał z głowy resztki mąki na nią. „Brązowowłosa” warknęła do niego i pożegnała się z przyjaciółmi. – Hej. Nie wiem co ona wam nagadała ale nie słuchajcie jej… I jakby coś to moja odpowiedź brzmi tak… - zaśmiał się pod nosem bo dziewczyny zaczęły piszczeć, a chłopcy krzyknęli głośne „Tak!”. I nie wiele myśląc wszyscy poszli do garażu Ridera. Jack porozglądał się chwilę i spojrzał na różne wzmacniacze, perkusję i inne sprzęty.
- Niezłe… To… Co będę robić? Grać? Śpiewać? Tańczyć? – zapytał.
- Będziesz na pewno śpiewać i jak umiesz grać to też będzie fajnie. Choć tańczyć to nie musisz. – powiedziała Elsa uśmiechając się do niego.
- Dobra Jack! My idziemy na miejsca i patrzysz na nas, a potem  nam powiesz co robimy źle czy coś. Oki? – spytała Merida wskazując na jakieś krzesło Jack szybko je zajął, a reszta już stałą na swoich miejscach tylko Elsa stanęła bardziej na środku, a koło niej stanął Hiccup.

(Elsa)
All along it was a fever
A cold sweat hot-headed believer
I threw my hands in the air I said show me something
He said, if you dare come a little closer

Round and around and around and around we go
Ohhh now tell me now tell me now tell me now you know

Not really sure how to feel about it
Something in the way you move
Makes me feel like I can't live without you
It takes me all the way
I want you to stay

It's not much of a life you're living
It's not just something you take, it's given
Round and around and around and around we go
Ohhh now tell me now tell me now tell me now you know

Not really sure how to feel about it
Something in the way you move
Makes me feel like I can't live without you
It takes me all the way
I want you to stay

(Hiccup)
It's not much of a life you're living
It's not just something you take, it's given
Round and around and around and around we go
Ohhh now tell me now tell me now tell me now you know

Not really sure how to feel about it
Something in the way you move
Makes me feel like I can't live without you
It takes me all the way
I want you to stay

(Razem)
Ohhh the reason I hold on
Ohhh cause I need this hole gone
Funny you're the broken one but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights it's hard to know which one of us is caving

(Elsa)
Not really sure how to feel about it
Something in the way you move
Makes me feel like I can't live without you
It takes me all the way
I want you to stay, stay

(Razem)
I want you to stay, ohhh

Kiedy skończyli spojrzeli na Jacka on siedział i nie mógł wyjść z podziwu. To było… piękne… 
- Wiecie, co? – spytał w końcu. – Uszczypnijcie mnie bo to było zbyt zajebiste by było prawdziwe… AŁ! Kto pozwolił?! – krzyknął i złapał się za miejsce gdzie uszczypnęła go Anna.
- No co? Chciałeś żeby cię uszczypnąć. – odparła beztrosko i przybiła piątkę z Astrid.
- No Jacki? Jak mówisz było fajne… A co ty potrafisz? – spytał Kristoff. Jack spojrzał na niego, uśmiechnął się zawadiacko i wyciągnął swoją gitarę. 
- Nie jest moja ale bardzo ją lubię… - gdy zagrał pierwsze parę nut wszyscy uśmiechnęli się do siebie była to piosenka od We The Kings – Sad Song.

You and I,
We're like fireworks and symphonies exploding in the sky.
With you, I'm alive
Like all the missing pieces of my heart, they finally collide.

Jack zamknął oczy i zaczął wczuwać się w piosenkę, a wszyscy po cichu zaczęli mu dogrywać.

 So stop time right here in the moonlight,
Cause I don't ever wanna close my eyes.

Without you, I feel broke.
Like I'm half of a whole.
Without you, I've got no hand to hold.
Without you, I feel torn.
Like a sail in a storm.
Without you, I'm just a sad song.
I'm just a sad song…

Zakończył. Dziewczyny ukradkiem ocierały łezkę, a chłopcy patrzyli na niego z podziwem. Białowłosy wsadził gitarę do pokrowca i uśmiechnął się do nich przyjaźnie.
- I jak było? – spytał. 
- Stary… To było zaczepiste! Witaj w naszej drużynie Jack! Oficjalnie należysz do zespołu „Tangled”! – zawołał Flynn na co wszyscy zaczęli mu gratulować ale coś mu się nie spodobało.
- Wiecie co? Ja gdybym mógł zmienił bym tą nazwę… Jakoś dziwnie mi się kojarzy… - spojrzał na wszystkich, a oni jakby wiedzieli o czym mówi. – Co byście powiedzieli na… - zastanowił się chwilę – O! Mam „Frostbite”? Co wy na to? – wszyscy uśmiechnęli się do siebie i kiwnęli głowami. 
I tak zaczęli się coraz częściej się spotykać i grać. Elsa i Jack często wpadali do siebie i ćwiczyli prywatnie ze sobą różne piosenki albo po prostu spotykali się sami na lodach albo blondynka oprowadzała go po Arendelle, opowiadała mu różne legendy związane z tym miejscem, a gdy opowiedziała mu o historię, że podobno dawno temu gdy było tu królestwo żyła tu królowa z mocą władania nad zimą, a gdy raz spotkała pewnego Ducha Zimy – który też władał nad zimą - zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Lecz od nich miłość była zakazana bo ona była królową, a on zwykłym Duchem Zimy. Kiedyś podczas ich nielegalnych spotkań chłopak się nie zjawił, mijały dni, tygodnie, a po miesiącu znalazła od niego martwe ciało w lesie w którym była wbita strzała. Zrozpaczona królowa wywołała ogromną śnieżycę zlodowacając całe królestwo. Po jej śmierci lód zniknął z królestwa ale żal i ból nadal pozostał na tej ziemi. Podobno legenda głosi, że te dwie osoby znów się spotkają i już nigdy się nie opuszczą. Na to przyjaciele zaśmiali się głośno. Bo przecież królowa która włada nad zimą i jakiś „Duch Zimy”. Przecież to absurd! Och jak bardzo byli w tedy w błędzie… Raz gdy grali przy otwartym garażu podszedł do nich jakiś mężczyzna spytał się czy nie chcieli by grać w jego pizzerii. Przyjaciele od razu się zgodzili. Po kilku dniach zrobili swój „pierwszy” koncert w pizzerii która nazywała się „Brave” zaśpiewali kilka swoich piosenek, a kilka od innych zespołów. Wszyscy goście zaczęli tańczyć, zamawiać więcej jedzenia, a nawet przychodzili nowi zaintrygowani muzyką. Przyjaciele grali jak zawodowcy, ci co śpiewają często przechadzali się wśród stolików i zapraszali klientów do tańca. Po kilku godzinach przestali i dostali od szefa wynagrodzenie. Tak zaczęli zarabiać swoje pierwsze prawdziwie zapracowane pieniądze. Tak mijały dni, tygodnie, miesiące, a zespół „Frostbite” był znany w całym powiecie. Ale pewnego razu do pizzerii przyszli pewni ludzie, jedna kobieta i trzech mężczyzn. Usiedli koło zespołu, przyglądali im się uważnie, a gdy zespół miał przerwę podeszli do nich.
- Witajcie. Nazywam się Mikołaj North i jestem właścicielem firmy „Guardians” która pomaga młodym zespołom się wybić. Znacie na pewno takie zespoły jak „Burn” albo „History of Word”? – wszyscy pokiwali głową na „tak” – Nasze. Więc mam dla was pytanie… Czy chcecie do nich dołączyć? – spytał z błyskiem zachwytu w oczach. Przyjaciele zastanowili się chwilę, a potem spojrzeli na swojego lidera – Jacka.
- Hmm… Kuszące… Nie powiem… Ale ile byśmy z tego mieli? – spytał patrząc na niego uważnie.
- Mądry z ciebie chłopak. Ile będziecie tylko chcieli! Ale może najpierw zapraszam do stolika wszystko uzgodnić. – wskazał gestem dłoni by usiedli. Wszyscy spoczęli na krzesłach i spojrzeli po sobie. – Co byście powiedzieli na… Trzy?
- Ha! Trzy? Jak już to sześć! – zaczął się targować białowłosy.
- Hmm… Trzy i pół… - Mikołaj też nie odpuszczał.
- Sześć…
- Cztery…
- Sześć…
- Cztery siedemset…
- Pięć pięćset i ani mniej. – oznajmił Jack. North spojrzał na swoich towarzyszy i uśmiechnął się szeroko.
- Niech ci będzie! Pięć tysięcy pięćset… - podał dłoń w stronę Jacka, a on uścisnął ją i mocno potrzasnęli. - Umiesz się targować młody… Więc zapraszamy was jutro do naszego studia… Chyba wiecie gdzie jest, a jak nie to macie wizytówkę. – podał im małą karteczkę, a potem wstał od stołu. – No to my się zbieramy, a na was czekamy jutro i dziesiątej. 
Kiedy od nich nowi przełożeni wyszli wrócili weselsi i zaczęli grać od nich ulubioną.

Oh don't you dare look back.
Just keep your eyes on me."
I said, "You're holding back,"
She said, "Shut up and dance with me!"
This woman is my destiny
She said, "Oh, oh, oh,
Shut up and dance with me."

We were victims of the night,
The chemical, physical, kryptonite
Help us to the bass and the fading light
Oh, we were born to get together,
Born to get together.

She took my arm,
I don't know how it happened.
We took the floor and she said,

"Oh, don't you dare look back.
Just keep your eyes on me."
I said, "You're holding back,"
She said, "Shut up and dance with me!"
This woman is my destiny
She said, "Oh, oh, oh,
Shut up and dance with me."

A backless dress and some beat up sneaks,
My discotheque, Juliet teenage dream.
I felt it in my chest as she looked at me.
I knew we were bound to be together,
Bound to be together

She took my arm,
I don't know how it happened.
We took the floor and she said,

"Oh, don't you dare look back.
Just keep your eyes on me."
I said, "You're holding back,"
She said, "Shut up and dance with me!"
This woman is my destiny
She said, "Oh, oh, oh,
Shut up and dance with me."

Oh, come on girl!

(Magiczne przejście do studia „Guardians”)

Deep in her eyes,
I think I see the future.
I realize this is my last chance.

She took my arm,
I don't know how it happened.
We took the floor and she said,

"Oh, don't you dare look back.
Just keep your eyes on me."
I said, "You're holding back,"
She said, "Shut up and dance with me!"
This woman is my destiny
She said, "Oh, oh, oh,
Shut up and dance!"

"Oh, don't you dare look back.
Just keep your eyes on me."
I said, "You're holding back,"
She said, "Shut up and dance with me!"
This woman is my destiny
She said, "Oh, oh, oh,
Shut up and dance with me."

Oh, oh, oh, shut up and dance with me
Oh, oh, oh, shut up and dance with me


Gdy skończyli przybili sobie piątki, a ludzie za szyby patrzyli na nich z uznaniem.
- „Frostbite” – powiedział Mikołaj – RZĄDZICIE!! – krzyknął na co wszyscy w pomieszczeniu nagrań zakryli uszy i skrzywili się niemiłosiernie. – Sory… To ja nie muszę nic mówić… Jesteście najlepsi. Trzeba was wypromować, a tym zajmie się Aster… choreografią to Toothi… nagrywaniem Sander… a ja formalnościami… Zaczynamy pracę dzieciaki…
Po tych słowach wszyscy w ciągu dwóch dni zaczęli robić swoje obowiązki, dzięki Toothi zespół nauczył się kilku ciekawych ruchów scenicznych i co zrobić z głosem by go sobie szybko nie zedrzeć, Aster zrobił kilka ciekawych chwytów reklamowych i zrobił kilka plakatów by ich wypromować, z Sanderem zapoznawali się z sprzętem i robili próby w graniu i śpiewaniu. Mikołaj za to wypłacał im za swoją ciężką pracę pieniądze i zajmował się zorganizować pierwsze małe koncerty. I tak właśnie wyglądały ich całe miesiące ciężkiej pracy. Byli na różnych koncertach, a od nich popularność rosła w zaskakującym tempie aż Mikołaj sam się zdziwił jak szybko zdobyli sławę. Gdy nagrali swoją pierwszą płytę „Frostbite” sprzedały się jak świeże bułeczki. Po prostu oni to była jedna wielka fabryka złota. 
Pewnego dnia Jack i Elsa spotkali się by znów poćwiczyć piosenki.
- No to? Którą ćwiczymy? – spytała El ale patrząc na Jacka nieco się zdziwiła. – Ej? Co jest?
- Nie wiem czy mogę ale… W sumie już jakiś czas temu napisałem własną piosenkę… Nie wiem czy jest dobra ale chciałem, żeby pierwszą osobą która ją usłyszy byłaś ty… - zarumienił się lekko na co Elsa nieco się zdziwiła ale i wzruszyła.
- Jejku… To dla mnie zaszczyt… No to graj! – westchnęła. Jack przygotował gitarę i nuty, a potem zaczął grać.

Hm-m-m-m-mmm
Someday I will find
My ticket outta here
Wake up one mornin'
And just start packin'
Yea-I'll make up my mind
And I'll lay down my fear
Stop waitin' for the next bad thing to happen
I'm ready for the rainbow to begin
I just got through a storm of tears
I thought would never end

Someday was a dream that always seemed to turn out wrong
But now it's not so far away
Puttin' off tomorrow
Is 24 hours too long
I guess my someday came today

Maybe I'll take a train
To a place I've never been
Or I could watch the sun fall into the ocean
I finally feel alive
Throw my heart into overdrive
Get up and get this life in motion
I'll do everything I'm meant to do
Cause I'm past the pain and sorrow that kept it all from comin' true

Someday was a dream that always seemed to turn out wrong
But now it's not so far away
Puttin' off tomorrow
Is 24 hours too long
I guess my someday came today
Someday was a dream that always seemed to turn out wrong
But now it's not so far away
Puttin' off tomorrow
Is 24 hours too long
I guess my someday came today
Yeah it came today yeah hm-m-m-m-mmm

Elsa po tej piosence patrzyła na niego już nie jak na przyjaciela ale na kogoś więcej Jack chyba też to poczuł bo odłożył na bok gitarę i nieco przybliżył się do Elsy nie opuszczając jej z wzroku. Chłopak objął jej policzek i przybliżył odnich twarze.
- To było piękne… - wyszeptała Elsa
- Ale nie tak jak ty Elso… Kocham cię… - wyszeptał i pocałował ją. Od niego zimne usta zetknęły się z jej ciepłymi miękkimi ustami co wywołało u oby dwóch dziwne uczucie jakby… już je kiedyś znali… Po chwili oderwali się od siebie i gdy spojrzeli sobie w oczy nagle przypomniała im się ta dziwna legęda „Podobno legenda głosi, że te dwie osoby znów się spotkają i już nigdy się nie opuszczą.” Siedzieli potem wtuleni w siebie ćwicząc piosenki. Postanowili, że reszcie powiedzą o tym dopiero po ich najbliższym, a zarazem najważniejszym występie…
Po kilku tygodniach nastał dzień bardzo ważny dla zespołu bo właśnie dziś mieli zagrać swój najważniejszy koncert w życiu. Odbył się w Arendelle. Tak w ich rodzinnym mieście – choć nie Jacka. Wszyscy byli cali zestresowani i przerażeni tym co ma się zaraz stać. Scena była ogromna, a miejsca dla widowni zajmowała cała olbrzymia łąka. Przyjechała telewizja, paparazzi, ważne osobistości i fani. Styliści przebierali i malowali każdego z nich po pięć razy nie mogąc się zdecydować ale w końcu wyszło, że dziewczyny wyjdą w jeansach, czarnych trampkach, białych przylegających do ciała bluzkach na ramiączkach, a na to założone koszule w kratę każda w innym kolorze, Elsa miała błękitną, Rapunzel fioletową, Merida zieloną, Anna różową, a Astrid czerwoną. Chłopcy w podobnych tylko, że Jack miał swój talizman szczęścia czyli wisiorek w kształcie drewnianej laski, a koszule miały kolor od Jacka niebieska, Flynna zielona, Hiccupa brązowa, a Kristoffa szara. Kiedy były ostatnie przeglądanie strojów i sprzętu zaczęło się głośnie odliczanie, a zespół musiał się przygotować.
- 10!!!! 9!!!! 8!!!! 7!!!! 6!!!! 5!!!! 4!!!! 3!!!!! 2!!!! 1!!!!! FROSTBITE!!!!!!!!!!!! – wrzeszczał tłum, a po chwili dało się słychać pierwsze akordy gitary. 
- Witajcie kochani!! – krzyknął do mikrofonu Jack na co zawtórował mu wrzask fanów – Dziękujemy wam z całego serca, że tu jesteście! Kochamy was!! A teraz… Raz… Dwa… Raz, dwa, trzy I!!! – zaczęli śpiewać swoje piosenki. Najpierw zaśpiewali „Shut up and Dance”, potem „When can I see you again?”, „Don`t Leave”, „Stay”, Don’t trush me”, „Sad Song” i kilka innych, aż w końcu zaśpiewali swój najnowszy hit „Let it go!”

(Jack)
The snow glows white on the mountain tonight,
not a footprint to be seen.

(Elsa)
A kingdom of isolation and it looks like I'm the queen.

(Jack)
The wind is howling like this swirling storm inside.

(Elsa)
Couldn't keep it in, Heaven knows I tried.

(Jack)
Don't let them in, don't let them see.

(Elsa)
Be the good girl you always have to be.

(Razem)
Conceal, don't feel, don't let them know.
Well, now they know!

(Elsa)
Let it go, let it go!
Can't hold it back any more.

(Jack)
Let it go, let it go!
Turrn away and slam the door.

(Elsa)
I don't care what they're going to say.

(Jack)
Let the storm rage on.

(Elsa)
The cold never bothered me anyway.
It's funny how some distance,
makes everything seem small.

(Jack)
And the fears that once controlled me,

(Razem)
 Can't get to me at All

(Elsa)
It's time to see what I can do,

(Jack)
to test the limits and break through.

(Elsa)
No right, no wrong, no rules for me.

(Razem)
I'm free!
Let it go, let it go.
I am one with the wind and sky.
Let it go, let it go.
You'll never see me cry.

(Elsa)
Here I'll stand, and here I'll stay.

(Jack)
Let the storm rage on.

(Elsa)
My power flurries through the air into the ground.

(Jack)
My soul is spiraling in frozen fractals all around

(Razem)
And one thought crystallizes like an icy blast
I'm never going back; the past is in the past!
Let it go, let it go.
And I'll rise like the break of dawn.
Let it go, let it go
That perfect girl/boy is gone
Here I stand, in the light of day.
Let the storm rage on!

(Elsa)
The cold never bothered me anyway...

W tym utworze Elsa i Jack udawali, że jeden nie zauważa drugiego i chodzą po całej scenie z wielkich ekranów padał śnieg i zawsze przy refrenie pokazywał się wielki napis „LET IT GO!”. Gdy go skończyli stanęli do siebie plecami i gdy wyciągnęli wolne ręce w stronę widowni, a z obrzeży sceny w przygotowanych na to urządzeniach wystrzeliły w górę mnóstwo śnieżynek i konfetti.  Wszyscy zaczęli krzyczeć i ocierać łezki z oczu ale „Frostbite” nie dał im spokoju i zaczęli grać kolejną piosenkę „Why Don’t You Love Me” i też jedne z nowszych „When I Growe Up”

Boys call you sexy (What's up, sexy?)
And you don't care what they say
See everytime you turn around
They're screaming your name...
Now I've got a confession (ha, ha, ha, ha)
When I was young, I wanted attention (ha, ha, ha, ha)
And I promised myself that I'd do anything (ha, ha, ha, ha)
Anything at all for them to notice me (ha, ha, ha, ha)

But I ain't complaining We all wanna be famous
So go ahead and say What you wanna say
You don't know what it's like to be nameless
Want them to know what your name is
'Cause see, when I was younger, I would say

When I grow up, I wanna be famous
I wanna be a star, I wanna be in movies
When I grow up, I wanna see the world
Drive nice cars, I wanna have groupies
When I grow up, be on TV
People know me, be on magazines
When I grow up, fresh and clean
Number one boy when I step out on the scene

Be careful what you wish for 'Cause you just might get it
You just might get it You just might get it
Be careful what you wish for 'Cause you just might get it
You just might get it You just might get it (get it)

They used to tell me I was silly (la, la, la, la)
Until I popped up on the TV (la, la, la, la)
I always wanted to be a superstar (la, la, la, la)
Who knew singing songs would get me this far? (la, la, la, la)

But I ain't complaining We all wanna be famous
So go ahead and say What you wanna say
You don't know what it's like to be nameless
Want them to know what your name is
'Cause see, when I was younger, I would say

When I grow up, I wanna be famous
I wanna be a star, I wanna be in movies
When I grow up, I wanna see the world
Drive nice cars, I wanna have groupies
When I grow up, be on TV
People know me, be on magazines
When I grow up, fresh and clean
Number one boy when I step out on the scene

Be careful what you wish for 'Cause you just might get it
You just might get it You just might get it
Be careful what you wish for 'Cause you just might get it
You just might get it You just might get it

I see them staring at me Oh, I'm a trendsetter
Yes, this is true, 'cause what I do
No one can do it better You can talk about me
'Cause I'm a hot topic I see you watching me
Watching me And I know you want it

When I grow up, I wanna be famous
I wanna be a star, I wanna be in movies
When I grow up, I wanna see the world
Drive nice cars, I wanna have groupies
When I grow up, be on TV
People know me, be on magazines
When I grow up, fresh and clean
Number one boy when I step out on the scene

Be careful what you wish for 'Cause you just might get it
You just might get it You just might get it
Be careful what you wish for 'Cause you just might get it
You just might get it You just might get it



Jack w tej piosence dostał jakby dodatkowej energii skakał, biegał po całej scenie w czasie gdy on nie śpiewał, a grały instrumenty on parodiował ruchy jednego z przyjaciół przy którym stał cały czas się uśmiechając.
- Kochani! Jesteście wspaniali, że tyle z nami wytrzymaliście! Ale teraz czas na ostatnią i może nie jedyną piosenkę! – krzyknął wokalista i już miał się zabrać za inną piosenkę gdy nagle zgasło światło, było tak ciemno, że nikt nie zauważył mężczyzn niosących krzesełko, dwa mikrofony na statywie i gitarę gdy wrócili za kulisy światło się zapaliło. Jack spojrzał na nie, a potem na Elsę, ta uśmiechała się do niego znacząco i machnęła w stronę krzesła. 
- Ech… Hehe… Mała zmiana planów! Ale nie bójcie się będzie dobrze! – powiedział i w głowie dodał „Oby…”. Usiadł wygodnie na krześle dał mikrofon w odpowiednie miejsce i wziął gitarę. – Tą piosenkę dedykuję całemu zespołowi „Frostbite”, a najbardziej Elsie… - spojrzał w jej stronę na co ona się zarumieniła, a po całej widowni słychać było głośne „Uuuu…”. Znów zaśpiewał tą samą piosenkę co dla Elsy ale tym razem dogrywały mu inne instrumenty, chórki i zapalone w telefonach świeczki od fanów albo świecące gadżety na widowni. 


Po tym zaczęli się żegnać z fanami i koncert pomału się kończył gdy tylko zeszli ze sceny uśmiechy mi nie schodziły im z twarzy choć byli strasznie wykończeni. Przybili sobie piątkę krzycząc przy tym nazwę zespołu. Nagle do nich zaczęli podchodzić od nich rodzice i najbliżsi gratulować występu i ciesząc się razem z nimi.
- Synku jestem taka z ciebie dumna! – krzyknęła mama Hiccupa.
- Astrid myślałam, że pęknę z dumy! – przytuliła mocno mama As.
- Dzielne dziewczynki! Byłyście cudowne… - rodzinka Ice mocno się przytuliła.
- I co? A nie mówiłam, że to będzie dobry wybór? Teraz jestem za to najfajniejsza w szkole! Bo mam super sławnego brata! – przytuliła Jacka Emma, a do tego dołączyła się cała zapłakana ze szczęścia i dumy jego mama. 
I tak trwało to aż do trzeciej nad ranem ale gdy wybierali się do wyjścia napadli na nich stado wygłodniałych dziennikarzy i paparzzi. Gwiazdy porozmawiały z nimi i odpowiedzieli na ich pytania, a potem udali się w stronę swoich domów choć nie odbyło się bez interwencji ochroniarzy ale to szczegół.
I tak zaczęła się wielka przygoda sławnej na cały świat grupy zwykłych osiemnastolatków, którzy wcale nawet nie chcieli być sławni… ale cóż stało się. I chyba nigdy by sobie nie wybaczyli tej przygody…

********************
Siemaneczko Syrenki!!!
Tak oto Pomidorowa zrobiona z rosołu z wczoraj xD
Tja... Wiem co powiecie "Co to ma być?! Po co te piosenki?! Zniszczyłaś Pomidorową!" Wiem i przepraszam za to ale... Chciałam by była taka jedna w której są pokazane moje ulubione piosenki xD I pokazać, że takie zwykłe nieprzewidziane spotkanie może doprowadzić do najwspanialszej rzeczy na świecie... Tja... Ollka filozofofem xD
Nie wiem na jaką są okazję... Po prostu chciałam wam wynagrodzić, że tak długo nie było rozdziału xd I mam nadzieję, że się podoba ;)

Macie jeszcze spis piosenek, które użyłam będą napisane jak leciały od początku więc się nie bać xD
7. Chris Pine - Someday Come Today (Tą piosenkę śpiewał ten sam facet który podkładał głos Jacka w Strażnikach Marzeń :3)
Dużo ich co nie? xD

Trzymajcie się mokro i nie wyschnąć mi tu!
Pozdrawia OllkaPL!!
P.S. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam...
Tą Pomidorową dedykuję Korra Lis i wszystkim którzy czytają tego bloga!!!! KOCHAM WAS!!!! (Ale nie dosłownie xD)